Interview - Counter Currents 2024 - Graveland

Stairway
Stairway
Go to content
Wywiad z Robem Darkenem z Graveland

1. Co stało się z zespołem Honor po waszym splicie "Raiders of Revenge"? Jakie masz wspomnienia związane z tym splitem?

Split ten był znakomitą odpowiedzią na nastroje, jakie panowały w tamtych czasach na naszej scenie metalowej. Był to okres, kiedy wielu ludzi w kraju zaangażowało się w przywracanie dawnych pogańskich wierzeń. Liczna grupa tych osób działała także na scenie metalowej, zarówno wśród muzyków, jak i twórców różnego rodzaju zinów poświęconych tematyce muzyki metalowej i pogańskiej. Zespół Honor również chciał przenieść te tematy do swojego środowiska i zainspirować nimi swoich fanów. W tamtym czasie wiele działań miało charakter spontaniczny i wynikało z powszechnego poczucia, że robimy coś ważnego, czego wcześniej w tym kraju nie podejmowano. Byliśmy wtedy jeszcze pod dość silnym wpływem naszej osobistej niechęci do kościoła katolickiego i chrześcijaństwa. Pamiętam, że Honor chciał tym splitem i późniejszymi albumami wyraźnie zaznaczyć swój dystans wobec chrześcijaństwa! Kiedy split się ukazał, nie wywoływał większych kontrowersji, raczej był dobrze odbierany, szczególnie przez ludzi, którzy doskonale rozumieli jego cel. Nasze drogi później się rozeszły, ponieważ różne koleje losu poprowadziły nas zupełnie innymi ścieżkami. Dzisiaj, po wielu latach od tego splitu, pojawiają się ludzie, którzy próbują wykorzystywać go w inny sposób, jako broń przeciwko mojemu zespołowi. Split ten stał się jednym z ważniejszych dowodów w propagandzie lewicowych organizacji zajmujących się cenzurą i mimo że upłynęło od tego czasu ponad 20 lat, starają się o nim pisać tak, jakby to było wczoraj. Niestety, takie mamy dzisiaj czasy, co doskonale widzimy w naszym codziennym życiu. W sieciach społecznościowych jedno zdjęcie z kimś, kto jest osobą kontrowersyjną, potrafi wywoływać u ludzi przesadne, skrajne emocje. Ludzie zupełnie nie zwracają uwagi na to, że są manipulowani i łatwo ulegają emocjom. Niestety, tak wygląda nasza rzeczywistość egzystowania w wirtualnym świecie. Oczywiście, jest to problem nie tylko mój, ale także praktycznie wszystkich innych muzyków, artystów, aktorów, pisarzy itp., a szczególnie tych, którzy mają konserwatywne poglądy.

2. Skąd czerpiesz energię? W Twojej muzyce czuć ogromną miłość do niej, poświęcony czas i prawdziwą umiejętność komponowania.

Cały czas korzystam z tych samych źródeł inspiracji: książek, filmów, muzyki oraz oczywiście moich własnych doświadczeń życiowych. W dzisiejszych czasach coraz trudniej jest jednak znaleźć czyste źródła, które mają w sobie to "coś", co pasuje do moich potrzeb i ducha. Współczesne przemiany na świecie, tak zwana globalizacja, zupełnie nie służą takim ludziom jak ja. Wydaje mi się nawet, że wszystkie te nowości i tak zwana "postępowość" są skierowane przeciwko mnie. Ktoś chce ograniczyć takich ludzi jak ja i odciąć od źródeł naszej mocy. Wolna myśl, wolna twórczość, niezależność w swoich wyborach są na celowniku pewnych organizacji działających na rzecz globalizacji. Najgorzej jednak mają współczesne młode pokolenia, które dopiero się kształtują. Wielu z tych ludzi błądzi albo jest sztucznie/skrycie kierowanych w obszary, w których czekają na nich pułapki, pewne pozory niezależności. Ci ludzie zupełnie nie mają świadomości albo nie zauważają, że coś im się odbiera. Odbiera im się rzeczy, które zawsze w historii ludzkości miały olbrzymie znaczenie w budowaniu silnej, niezłomnej woli, potrzebnej człowiekowi do przetrwania. Widząc to wszystko, dokonuję pewnego rodzaju cenzury, odrzucam wiele z tego, co oferuje mi współczesna popkultura. Poddaję tę popkulturę ostrej krytyce, często dając temu wyraz w moich wypowiedziach, nie dbając przy tym o jakąś poprawność polityczną. Tory kariery mojego zespołu nigdy nie wyznaczała poprawność polityczna. To, co najbardziej sobie cenię, zawsze znajdę. Świat jest pełen pozostałości dawnych cywilizacji: dawna mitologia i mity, historia i zakazana archeologia, pogańskie wierzenia starożytnych. Wciąż jest na świecie bardzo dużo książek, których nie przeczytałem i nigdy nie ograniczałem moich wyborów tylko do Europy. Uwielbiam japońską kulturę, a także wierzenia i historię pogańskich ludów Ameryki Południowej. A teraz, kiedy w naszym obszarze kulturowym kręci się coraz więcej bardzo słabych filmów, najczęściej przeładowanych wszelkiego rodzaju "postępowymi" ideologiami i propagandą, potrafię sięgnąć po kino japońskie, chińskie albo południowokoreańskie. Oglądam i słucham nawet chińskich oper dramatycznych, he he, są one dostępne na pewnych chińskich kanałach YouTube. Te wszystkie rzeczy wciąż na mnie wpływają i dzięki temu, że świat jest naprawdę wielki i bogaty, wciąż można odkrywać nowe rzeczy, które potrafią nasycić wyobraźnię uduchowioną mistyczną sztuką, budzącą wszelkie zmysły.


3. Skąd bierzesz inspiracje? Jak wygląda u Ciebie proces komponowania muzyki?

W latach 90. słuchałem bardzo dużo muzyki, często nocami, marząc o rzeczach, które wyczytałem w moich ulubionych książkach. Bardzo lubiłem fantastykę i fantasy, oraz oczywiście horror. Świat "Władcy Pierścieni" i Conana, opowiadania Lovecrafta, Poego, powieści Juliusza Verne'a, Edgara Rice Burroughsa i H.G. Wellsa. Oglądałem też wiele filmów o podobnej tematyce. W ten sposób polubiłem muzykę filmową, która później już zawsze mi towarzyszyła. Na przykład soundtrack z filmu "Conan Barbarzyńca" do tej pory mi się nie znudził, a nawet stał się jedną z moich większych inspiracji muzycznych, wpływając na budowę moich intr, których jest wiele na moich albumach. Soundtrack z filmu "Omen" rozpalił we mnie zamiłowanie do chórów, ponieważ pokazał, że chóry potrafią generować w sobie pewien potencjał mroku i ciemności. W chórach jest coś mocno uduchowionego, oczywiście zależne jest to od rodzaju muzyki i intencji. W muzyce Graveland jest bardzo dużo takich partii, które komponuję na klawiszach z użyciem sampli chórów. Odziedziczyłem to właśnie po soundtrackach "Omen" i "Conan Barbarzyńca". Współczesne banki sampli używane na klawiszach posiadają chóry, które potrafią także śpiewać teksty, co jest niesamowitą możliwością dla takich muzyków jak ja. Można tworzyć partie chórów brzmiące naprawdę bardzo realistycznie. Oprócz tego, co wymieniłem, oczywiście miałem jeszcze inne upodobania muzyczne. Słuchałem dużo muzyki Dead Can Dance, potem Belcanto, Enya. Ale najbardziej twórczo wpłynęła na mnie muzyka dawna, z okresu średniowiecza, którą poznałem dzięki właśnie soundtrackowi z filmu "Conan Barbarzyńca". Któregoś dnia, czytając książeczkę dołączoną do płyty CD z tym soundtrackiem, przeczytałem, że autor muzyki Basil Poledouris, tworząc muzykę do filmu, korzystał z melodii i pomysłów, które odnalazł w muzyce dawnej, na przykład z "Carmina Burana", odgrywanej przez francuski zespół muzyki dawnej Clemencic Consort. Idąc tym tropem, wkroczyłem w świat muzyki dawnej i poznałem twórczość takich wykonawców i zespołów jak René Clemencic, The New London Consort, Jordi Savall. Nawet do mojego intra na demo "In the Glare of Burning Churches" użyłem fragmentu utworu z muzyki The New London Consort, dodając do tego tylko wrzaski płonących czarownic. Od tamtej pory muzyka dawna cały czas mi towarzyszy i wpływa na moje pomysły muzyczne, w Graveland, a także w moim folkowym projekcie Lord Wind. Obecnie nawet gram i komponuję muzykę do Lord Wind na instrumencie, o którym zawsze marzyłem, a który kiedyś usłyszałem w wielu zespołach muzyki dawnej. Jest nim rebec :-) Tematyka moich tekstów w zasadzie też dotyczy tego, co wcześniej wymieniłem. Dawniej, kiedy grałem black metal, sporo tekstów napisał Capricornus i były one w o wiele większym stopniu inspirowane satanizmem i ciemnością. Kiedy nasze drogi się rozeszły, a ja przeszedłem z black metalu do pagan metalu, moje teksty zaczęły dotyczyć już tylko pogaństwa, fantastyki i mitologii. I tak jest do dzisiaj.

4. Czy w Twoim życiu zdarzyły się jakieś doświadczenia transcendentalne?

Tak, oczywiście, nawet już w młodym wieku, kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Niektóre z tych rzeczy bardzo dobrze pamiętam, możliwe, że mocno wpłynęły one na moje pojmowanie otaczającego nas świata. Jestem bardziej otwarty i wyczulony na zjawiska o charakterze paranormalnym. Oczywiście, czasami traktuję je z przymrużeniem oka, czasami poważnie. Zawsze podczas różnego rodzaju obrzędów pogańskich, które co roku odprawiam, stykam się z czymś, co w pewnym sensie odpowiada na moje myśli i rytuały. Nadprzyrodzone zjawiska i życie duchowe traktuję jako część swoich wierzeń i część mojego losu, czasami myślę, że jest to nawet misja. Moja energia duchowa, która gromadzi się poprzez moje wierzenia i kultywowanie pogańskich tradycji, kumuluje się we mnie, wpływa na moją wyobraźnię i w specyficzny sposób ją kształtuje do formy harmonizującej z otaczającym nas porządkiem duchowym wszechświata. Dla mnie świat realny i świat duchowy są jednością i raczej rzeczą tak oczywistą, że kiedy jestem świadkiem jakiegoś wydarzenia o charakterze nadprzyrodzonym, to nie reaguję już na to jakimś przesadnym ekscytowaniem się. Oczywiście mógłbym wam tutaj dokładnie opisać, o co mi chodzi, ale jednak uważam, że są to rzeczy, które powinny pozostać raczej moją tajemnicą. Każdy z was powinien pracować z osobna nad swoim rozwojem duchowym, poprzez wszystkie trudy z tym związane i wydarzenia losowe. Kiedy zrozumiecie, że to, w co wierzycie, wypracowaliście sobie sami, będziecie w tym silniejsi. I wyraźnie kształtuje to wasz charakter i oryginalność we wszystkim, co będziecie robili w swoim życiu. W mojej rodzinie zawsze rozmawiało się na tematy zjawisk nadprzyrodzonych. Moja babcia była ich świadkiem, moja mama, a teraz mocno interesuje się nimi moja siostra. Niektóre z tych rzeczy są proste, niektóre bardziej skomplikowane i niewytłumaczone. W dzisiejszych czasach, kiedy promuje się ateizm, może to wszystko wydawać się jakimiś bajkami, jednak dla mnie jest w tym wszystkim pewnego rodzaju moc i energia, która napędza moją twórczość. Pomaga mi w wyborach i sprzyja przychylności losu, chroniąc przed niebezpieczeństwem. Nie brakuje mi inspiracji do tworzenia muzyki albo grafik, często spływają nieoczekiwanie natchnienia, które prowadzą mnie do niezwykłych pomysłów.

5. Czy miałeś jakieś kluczowe spotkania lub wydarzenia, które wpłynęły na Twoje życie i zmieniły jego bieg?

Wydaje mi się, że Stan Wojenny wprowadzony w Polsce w 1981 roku przez władze komunistyczne szybko odebrał mi typowe lata dzieciństwa. Mieszkałem z rodzicami w miejscu, gdzie często przechodziły demonstracje antykomunistyczne i regularnie dochodziło do walk ulicznych. Widziałem czołgi i wozy opancerzone jeżdżące po ulicach, oddziały milicji bijące ludzi oraz wrzucające gaz łzawiący do mieszkań. Kiedyś, widząc, że coś się dzieje na ulicy, wyszedłem z domu i po około 10 minutach już musiałem uciekać. Schowałem się w bramie bloku mieszkalnego, gdzie dopadli mnie milicjanci i mocno pobili. Potem zostałem aresztowany i przetrzymywany na posterunku milicji. To działo się jeszcze w czasach, kiedy chodziłem do szkoły podstawowej, miałem wtedy około 16-17 lat. Tamte czasy mocno na mnie wpłynęły i spowodowały, że stałem się człowiekiem bardzo nieufnym i antysystemowym.

6. Jak dbasz o swoją higienę psychiczną?

Uczyłem się kiedyś medytacji, kiedy chciałem praktykować kontrolowane wyjścia z ciała OOBE. Przydaje mi się ona dzisiaj, kiedy próbuję się wyciszyć, gdy jestem czymś zaniepokojony albo mam trudności ze snem. Jednakże najlepiej wpływa na mnie przebywanie na łonie natury, szczególnie w miejscach dawnych kultów przodków. Mam to szczęście, że w pobliżu mojego miasta, w odległości około 50 km, znajduje się jedno takie miejsce. Jest to Góra Ślęża, na szczycie której znajdowało się kiedyś pradawne sanktuarium Celtów. Na tej górze dawne pogańskie wierzenia były praktykowane przez inne jeszcze ludy, także my, współcześni poganie, zaadoptowaliśmy sobie tę górę dla naszych rytuałów i misteriów. Kiedy przyjeżdżam na tę górę i przebywam na niej w dzień albo w nocy, zawsze jestem w pewien sposób oczyszczony ze wszystkich negatywnych emocji. Czuję się, jakbym zresetował się mentalnie i powraca we mnie energia życiowa. Ta góra ma wpływ nie tylko na moją siłę duchową, ale także w jakiś sposób oddziałuje na moją siłę fizyczną. Czuję się zdrowy i pełen sił, zupełnie jakbym był odmłodzony. Oczywiście, twój duch musi harmonizować z tym otoczeniem, szanować jego aurę i nie należy wchodzić w konflikty z rzeczami, które mogą się nie podobać albo być niezrozumiałe. Świat przyrody rządzi się swoimi prawami. Świat duchowy, który go wypełnia, jest częścią harmonii duchowej wypełniającej wszechświat. Człowiek nigdy nie będzie miał szansy zrozumieć go w pełni, ponieważ przebywamy tutaj na ziemi tylko przez krótką chwilę. Trzeba mieć świadomość, gdzie się jest i nie starać się zmieniać czegoś, co jest odwieczne. Nie wolno podporządkowywać sobie tych sił i energii, ponieważ w takim miejscu zawsze jest się tylko jednym z wielu gości. Góra Ślęża oczyszcza mnie z negatywnych emocji. Po powrocie do domu czuję, że przynoszę coś ze sobą – pewnego rodzaju energię mocno motywującą mnie w jakimkolwiek działaniu i pracy.




7. Wcześniej w wywiadach mówiłeś, że jesteś mizantropem. Czy nadal nim jesteś? Jak sobie poradziłeś z mizantropią?

Wydaje mi się, że raczej nigdy nie byłem mizantropem. Nie przypominam sobie teraz, abym kiedyś coś takiego powiedział. Kiedy zmieniłem swoje zainteresowania i inspiracje, przechodząc z black metalu w stronę pogaństwa, raczej nabrałem zupełnie innych cech. Pogaństwo to twórcza energia, a odwoływanie się w swoich wierzeniach do bóstw solarnych jest sięganiem do życiodajnych, podnoszących na duchu źródeł mocy. Wojownik potrzebuje czegoś, co go wzmacnia i hartuje, a nie depresyjnych czy mizantropijnych treści. W black metalu, na przykład w latach 90., wizerunek satanistycznego wojownika był kreowany przez niektóre zespoły. Jednakże kiedy do kreowania tego typu wojownika odwoływano się do tak destruktywnych sił związanych z satanizmem czy ciemnością, poszukując w nich mocy niszczenia w imię zła, doprowadzało to raczej do nieuchronnej katastrofy. Ponieważ często zło potrafi się obrócić przeciwko swoim wyznawcom, sprowadzając ich w obszary, gdzie stąpa się po krawędzi przepaści, w którą można wpaść przez mały błąd. Wśród wojowników zła mitem zawsze było tak zwane "braterstwo", ponieważ, jak pokazała historia skandynawskiego black metalu, a także i polskiego, często ci ludzie zwracali się przeciwko sobie. Ja to wszystko doskonale zrozumiałem, bo byłem tego świadkiem, dlatego, wchodząc na pogańską ścieżkę, zwróciłem się ku innym wartościom.

8. Jakie najbardziej ekstremalne wydarzenie przeżyłeś w swoim życiu?

Wszystkie najbardziej ekstremalne rzeczy, które spotkały mnie w życiu, przeżyłem w wojsku, kiedy jeszcze w czasach komunistycznych odbywałem dwuletnią służbę wojskową w Marynarce Wojennej. Miałem dwa takie wydarzenia, za które mogłem trafić do wojskowego więzienia, ale nie chcę teraz o tym opowiadać. W wojsku byłem też świadkiem, jak i niektórzy moi koledzy, rzeczy o charakterze nadprzyrodzonym, których nawet dzisiaj nie potrafię sobie wytłumaczyć. W moim plutonie był pewien chłopak, który nauczył się hipnotyzować. W wolnym czasie pokazywał nam te swoje sztuczki z hipnozą. Były to proste i banalne rzeczy, na przykład uodparnianie ludzi na ból. Później kolejne rzeczy były już bardziej dramatyczne, ponieważ wprowadzał on ludzi podczas hipnozy w stan, kiedy oni mogli sobie przypomnieć wcześniejsze wcielenia. Możliwe, że brzmi to niegroźnie, ale kiedyś jeden chłopak, gdy przypomniał sobie swoje poprzednie wcielenie, nagle spadł z krzesła i zaczął się wić, jakby miał za chwilę umrzeć. Okazało się potem, że przypomniał sobie siebie umierającego podczas II wojny światowej, że dostał postrzał z karabinu w brzuch. Któregoś dnia, kiedy mieliśmy służbę wartowniczą, na której z bronią wypełnioną ostrą amunicją wychodziliśmy pilnować naszych posterunków, zdarzył się pewien wypadek, który mógł skończyć się bardzo niebezpiecznie. Ten mój kolega, który hipnotyzował, w naszym budynku, gdzie odpoczywaliśmy pomiędzy służbami wartowniczymi, pokazywał nam kolejne sztuczki na młodych żołnierzach. Nie do końca panował nad tym, źle ich wybudzał. Żołnierze ci wychodzili na wartę z bronią gotową do strzału, a później, kiedy zostawali sami na swoich posterunkach, wpadali z powrotem w stan hipnozy. Kiedy ja miałem swoją wartę, dostałem wiadomość, że muszę opuścić swój posterunek i przejść na inne miejsce wartownicze, gdzie stał jeden z tych młodych żołnierzy i dziwnie się zachowywał. Był to oczywiście środek nocy, a ja musiałem, wbrew regulaminowi, opuścić swój posterunek i pójść do niego zobaczyć, co się dzieje. Żołnierz ten stał przy słupie z telefonem i się nie odzywał. Kiedy podszedłem do niego, zauważyłem, że jego oczy były białe. Od razu zrozumiałem, że wpadł on w jakiś stan hipnozy. Zadzwoniłem zaraz z tego telefonu na wartownię i powiedziałem, żeby ten nasz "hipnotyzer" wstał i przybiegł tu od razu budzić tego chłopaka, ponieważ nie wiadomo było, co może zrobić, zwłaszcza że miał na ramieniu karabin maszynowy AK-47. Powiem szczerze, że czułem się, jakbym stał przy jakimś zombie uzbrojonym w Kałasznikowa AK-47. Do tej pory tego nie zapomniałem i pamiętam wszystko ze szczegółami. Takie wspomnienia zostają na całe życie.

9. Twoje okładki płyt i projekty tekstylne są bardzo estetyczne. Czy możesz powiedzieć coś o estetyce Graveland i o tym, jak powstają okładki?

Tak samo jak cenię sobie tradycyjne pisarstwo i muzykę, tak samo odbieram sztukę malarską. Jestem tradycjonalistą w tych dziedzinach sztuki. Nie lubię abstrakcji i tych wszystkich pseudopostępowych współczesnych wynalazków. Nie lubię też brutalnych, krwawych aktów, w których daje się wyczuć patologiczne obsesje i psychopatyczne zamiłowania twórców. Przez pewien czas w latach 90. (pewnie za sprawą muzyki metalowej) lubiłem obrazy i rysunki Gigera. Nadal mam jakiś album z jego obrazami w swojej kolekcji. Kiedy byłem młody, zanim jeszcze zacząłem grać black metal, interesowałem się historią i bardzo lubiłem czytać oraz oglądać książki historyczne, w których było dużo obrazów malarskich przedstawiających dawne, ważne wydarzenia historyczne. Kiedy grałem black metal, oczywiście interesował mnie gatunek taki jak horror. Później, kiedy pogaństwo zaczynało bardziej na mnie wpływać, zacząłem poszukiwać sztuki malarskiej, która była bliższa moim upodobaniom i zamiłowaniom. Tak zetknąłem się ze sztuką malarską Arthura Rackhama. Uwielbiam jego obrazy, szczególnie jego album malarski poświęcony mitom i legendom Nibelungów – "The Ring". Sposób, w jaki Rackham malował Wotana albo Walkirie, zapamiętany został przeze mnie jako najbardziej idealne przedstawienie tych postaci. Poprzez okładki albumów Graveland chciałem fanom przekazać coś z tego mojego uwielbienia do tradycyjnej sztuki malarskiej, ponieważ uważam, że w sztuce malarskiej, a może i praktycznie w każdym rodzaju sztuki namalowanej lub wyrzeźbionej, można przenieść pewien przekaz duchowy, który zostaje przekazany kolejnym pokoleniom. Twórca dzieła poprzez swoją pracę przekazuje ludziom swojego ducha. Jest to pewnego rodzaju kod, który zostaje zapisany w rysunku, w obrazie albo plecionkach ozdobnych. Kod, który później odwołuje się podświadomie do ducha ludzi podziwiających te dzieła, budząc w nich tę samą siłę duchową i wiarę, którą czuł kiedyś twórca dzieła. Uważam, że współczesne uwielbienie do sztuki abstrakcyjnej jest sztucznie kreowane przez pewnych wpływowych ludzi, którzy mają w tym ukryty jakiś swój zamiar. Całkowicie neguję sztukę abstrakcyjną, uważam, że jest ona częścią propagandy, która ma zamiar odciąć nas od naszych prawdziwych korzeni kulturowych i religijnych. Do tego oprawa graficzna muzyki Graveland wyraźnie odwołuje się do tradycyjnej sztuki. Chcę w ten sposób inspirować innych, aby także taką drogą podążali.

10. Czy miałeś osobiste doświadczenia z Nergalem z Behemoth? Mógłbyś o tym opowiedzieć?

Z Nergalem miałem kontakt od samego początku historii naszego polskiego black metalu. Razem wtedy tworzyliśmy naszą muzykę i rozpowszechnialiśmy ją poprzez podziemie blackmetalowe. Wymienialiśmy między sobą bardzo dużo listów oraz nagrań na taśmach magnetofonowych. Nergal, tak samo jak my tutaj z południowej części Polski, dobrze wiedzieliśmy, co się dzieje w Norwegii. Mieliśmy swoje własne kontakty z muzykami stamtąd i od nich docierała do nas propaganda prawdziwego black metalu, tworzona przez The Inner Circle. Pamiętam, że Nergal był bardzo mocno emocjonalnie związany z tym, co działo się w Norwegii, tak jak my mocno wspierał tamtejszą scenę blackmetalową. Do tego potem w naszym polskim podziemnym black metalu też powstały pomysły, aby stworzyć naszą organizację na wzór norweskiego The Inner Circle. Nergal był osobą, która wraz z kilkoma innymi muzykami z naszego podziemia zainicjowała powstanie The Temple of Infernal Fire. Miałem wtedy z nim bardzo dobry kontakt i wspierałem jego oraz jego zespół. Było nas wtedy niewielu w polskim blackmetalowym podziemiu, dlatego mocno się wspieraliśmy, uważaliśmy, że jest to obowiązek i część planu organizacji. Ja, Capricornus i Karharoth także dołączyliśmy do The Temple of Infernal Fire. Były to lata, w których powstała najciekawsza muzyka blackmetalowa w tym kraju. Potem, kiedy na nasze podziemie miał coraz większy wpływ Vikernes, niektórzy ludzie zrezygnowali z The Temple of Infernal Fire. Także małymi krokami zaczął się od tej organizacji izolować Nergal. W późniejszych latach nadal utrzymywałem z nim kontakt aż do momentu, kiedy ja miałem już dosyć niepokojących zmian w Behemoth. Odkąd zacząłem grać black metal, pałałem dużą niechęcią do death metalu. Nie lubiłem tego gatunku i nadal nie lubię. Kiedy Behemoth zaczął mocno odbijać w ten nurt, straciłem zainteresowanie ich muzyką. Przez prawie 15 lat zespół Behemoth dla mnie nie istniał. Od tamtych czasów minęło bardzo dużo lat, przez które ja cały czas zajmowałem się muzyką Graveland. Lata upływającego czasu zmieniły mnie w końcu, możliwe, że zmieniłem się też pod wpływem pogaństwa. Kiedy Nergal zachorował na białaczkę, nastąpił pewien punkt zwrotny, który z powrotem nas zbliżył do siebie. Kulminacją tego był przyjazd Nergala, który odwiedził mnie raczej nieoczekiwanie i bez uprzedzenia. Od tej pory znowu mam z nim przyjazne kontakty i czasami się spotykamy, czy to przy okazji koncertów Behemoth, czy promocji na przykład jego książek w moim mieście. Nergal miał w planach także zorganizowanie w Polsce wspólnego koncertu Behemoth i Graveland. Pomysł ten jednak upadł, ponieważ w jego kręgu przyjaciół ten pomysł bardzo się nie spodobał. Na ten koncert mieliśmy przygotować same stare utwory z lat 90. Co do tego, jak dzisiaj Nergal się zachowuje, mam podejście zupełnie obojętne, ponieważ uważam, że to nie mój problem. Możliwe, że zespół tej rangi, aby dalej istnieć, musi robić takie rzeczy, inaczej stałby się obiektem ataku i krytyki cenzury. Przecież widać, że od czasu do czasu Behemoth jest także atakowany przez różne środowiska światopoglądowe, którym zawsze coś się nie podoba. Żyjemy w czasach, kiedy nietolerancja, dzięki internetowi powszechna, dzieje się tak dlatego, że wszyscy mają dostęp do wszystkiego i w sprawy muzyki metalowej zaczyna się wtrącać sporo ludzi, którzy nie są fanami tej muzyki i zupełnie jej nie słuchają. Powstały na przykład portale muzyczne, które zajmują się muzyką metalową, które pod przykrywką muzyki uprawiają indoktrynację polityczną, oczywiście mam tu na myśli np. MetalSucks. Czasami mi się wydaje, że sporo z tego, co Nergal mówi, jest tylko po to, aby przypodobać się pewnym kręgom, które mają wpływ na muzyczną karierę.

11. Cofnijmy się do albumu "Creed of Iron" z 2000 roku. Jak książka "Creed of Iron" amerykańskiego poganina Rona McVana Cię zainspirowała? Jakie masz wspomnienia związane z tym albumem?

Ron McVan przysłał mi książki takie jak "Creed of Iron" albo "The Temple Of Wotan". Miałem z nim dosyć długi kontakt związany z tematyką pogaństwa. Ja mu dużo pisałem o tym, jak u nas w Polsce Rodzima Wiara (tak nazwaliśmy nasz ruch pogański) rozwija się i ma wpływ na muzykę, a także na inne rzeczy związane z kulturą. Na rozwój pogaństwa w naszym kraju duży wpływ miała muzyka metalowa. Po kilku latach triumfu black metalu w podziemiu pojawiło się także sporo zespołów metalowych zainspirowanych pogaństwem. Część blackmetalowych zespołów po prostu zmieniła kierunek swoich zainteresowań, tak samo ja w muzyce Graveland wszedłem w nowy rozdział historii zespołu. Dzięki tym przemianom muzyka typu pagan metal zaczęła inspirować ludzi dawnymi wierzeniami pogańskimi. Z naszego podziemia zaczęły wtedy wychodzić ziny poświęcone pogaństwu, było ich naprawdę dużo. Część ludzi z naszej metalowej sceny zaczęła jeździć na wschód, na Litwę, Białoruś lub Ukrainę, i brać udział w tamtejszych pogańskich obrzędach i spotkaniach związanych z kulturą Słowian. Dzięki temu w Polsce pogaństwo zaczęło odżywać na bazie, która miała silne korzenie. Wkrótce z muzyki metalowej wierzenia pogańskie zaczęły przenikać do innych dziedzin z zakresu sztuki i historii. Na przykład studenci archeologii zaczęli przenosić wierzenia słowiańskie do różnego rodzaju rekonstrukcji historycznych, poprzez które coraz więcej ludzi dowiadywało się o słowiańskich korzeniach naszego kraju. Rona McVana bardzo interesowały te rzeczy, ponieważ, widząc ich pozytywny skutek, nasuwały mu one pomysły, aby podobne rzeczy zacząć robić w USA. Mi natomiast podobały się pewne poglądy i filozofia przedstawiana przez związek wyznaniowy, który Ron tworzył, chodzi mi tutaj o WotansVolk. Na mojej ścieżce odkrywania wierzeń pogańskich to, co w tamtym czasie tworzyło WotansVolk, bardzo mi odpowiadało. Możliwe, że dlatego, że ja interesowałem się nie tylko wierzeniami pogańskimi Słowian, ale także i wikingami albo dawnymi wierzeniami Germanów. Powiem szczerze, że mój album "Creed of Iron" powstał pod wpływem moich wierzeń pogańskich, w których już występowało dużo inspiracji WotansVolkiem. Tytuł albumu oczywiście podsunęła mi książka "Creed of Iron". Ron pozwolił mi także na używanie grafik zawartych w ich książkach oraz w wydawanych przez nich broszurach informacyjnych. Tak na przykład jeden rysunek z książki "Creed of Iron", przedstawiający Odyna siedzącego na tronie, wziąłem na front koszulki Graveland "Prawo Stali". Z Ronem łączyły mnie także nasze wspólne silne zamiłowania do fantastyki, napisanej na przykład przez Roberta E. Howarda, czyli kult miecza, kult wojownika, uwielbienie do muzyki Wagnera, a także oczywiście uwielbienie do kultowego soundtracku "Conan Barbarzyńca". Odkąd pamiętam, zawsze byłem fanem Conana i może dlatego nigdy nie zostałem fanem Wiedźmina. WotansVolk próbował robić obrzędy pogańskie podobne do naszych, a także małe festiwale rekonstrukcji historycznej. Wydawało mi się wtedy, że rozwinie się to tak u nich, jak rozwinęło się u nas w Polsce.

12. Czy organizowałeś jakąś pomoc dla Nokturnal Mortum z Ukrainy? Czy masz jakieś osobiste doświadczenia związane z tym zespołem?

Z tym zespołem mam bardzo dawny, dobry kontakt i niezapomniane wspomnienia. Vargotha poznałem po raz pierwszy, kiedy on ze swoimi przyjaciółmi przyjechali na Festiwal Słowian i Wikingów na Wolinie, było to w roku 2000 albo 2001. Vargotha opowiadał mi dużo o scenie blackmetalowej na Ukrainie, o tym, jak wspierają oni pogaństwo i jak ważna dla nich jest nasza polska, prawdziwa scena black/pagan metalowa. Od tamtych lat utrzymujemy bardzo dobre kontakty i ja, w miarę swoich możliwości, wspieram zespoły z Ukrainy. Dzięki tej przyjaźni mój zespół Graveland, a także Lord Wind, były zapraszane na koncerty do Ukrainy. Dzięki temu wystąpiliśmy na dużych scenach w Kijowie i Charkowie. Pewnie byłoby tak dalej, gdyby nie to, że wybuchła wojna. Mój kraj bardzo pomógł mieszkańcom Ukrainy, którzy schronili się tutaj w pierwszych dniach wojny. Dlatego też, kiedy niektóre wytwórnie muzyczne z Polski zainicjowały pomysł na wydanie składanki "Polish scene for the Brothers from Ukraine", bardzo chętnie nagraliśmy dla nich nowy utwór "The Flight of the Last Raven". Pieniądze z wydania tej składanki były przeznaczone na wsparcie zespołów metalowych na Ukrainie oraz na wsparcie wytwórni i sklepu z Charkowa "Kolovrat", który ucierpiał podczas bombardowań. Niestety, oficjalna scena metalowa w Polsce całkowicie odwrócona jest od Ukrainy i zupełnie nie wspiera tamtejszych zespołów metalowych. Polskie media mainstreamowe, które promują muzykę metalową, od wielu lat całkowicie cenzurują takie zespoły, na przykład jak Nokturnal Mortum. Dlatego ciężko jest w tym kraju zorganizować koncerty ukraińskim zespołom. W Polsce lewicowe organizacje zajmujące się cenzurą sztuki i kultury mają zbyt duży i silny wpływ na to, co tworzy się w tym kraju i prezentuje. Odkąd drewno zaczął grać koncerty, a było to kilka lat temu, Graveland zagrał w Polsce tylko trzy koncerty. Problemy mają także inne zespoły, bardziej znane od mojego, na przykład Marduk. Zawsze podejmuje się tutaj próby zablokowania albo odwołania koncertów tego zespołu, czasami im się to udaje. Dlatego na składance znalazły się zespoły i muzycy głównie związani z podziemną metalową sceną. Moja wieloletnia przyjaźń z Nokturnal Mortum zaowocowała też splitem "The Spirit Never Dies", który wyszedł nakładem Heritage Records na CD i LP. Praktycznie obecnie tego splitu nie można już nigdzie kupić, mam więc nadzieję, że Heritage Records jeszcze go wznowi.

13. Co sprawiło, że zacząłeś grać koncerty? Widziałem Twój występ na Eternal Hate Fest w Czechach. Czy wokalista DIO wpłynął na Twój sceniczny wizerunek?

Wspomniałeś tutaj o Ronniem Jamesie Dio, który w swojej twórczości odwoływał się do fantasy, do smoków albo mieczy itp. Ja uważam, że takie rzeczy były zawsze prawdziwymi, konserwatywnymi inspiracjami muzyki metalowej na całym świecie. Te wszystkie czarownice, demony, rycerze, bohaterowie z mitologii, wielkie bitwy toczone pomiędzy siłami światła i ciemności – wszystko to było źródłem potęgi muzyki metalowej. Na muzykę metalową zawsze miał też wpływ satanizm, który na początku może nie odgrywał tak mocnej roli, ale później, na przykład za komercyjnymi sukcesami takich zespołów jak Venom albo Mercyful Fate, zaczął się rozprzestrzeniać w muzyce metalowej w coraz większym stopniu, wpływając na treści tekstów i brzmienie muzyki. Oczywiście, satanizm bardziej przypominał typowy, konserwatywny satanizm wywodzący się z wszelkich mitów i legend związanych z siłami zła, a nawet i z pogaństwa. Ten jego rodzaj, według mnie, pasował do muzyki metalowej, dlatego tak między innymi przyczynił się do sukcesu zespołu Venom. W muzyce Graveland także staram się sięgać do tradycyjnych, konserwatywnych źródeł muzyki metalowej, w których ceniło się etos rycerski i epicki kult wojownika. Takie dzieła filmowe jak "Conan Barbarzyńca" albo "Excalibur" stworzyły moją wyobraźnię muzyczną wypełnioną tymi wszystkimi bohaterami, pozytywnymi i negatywnymi. Dlatego ja staram się tradycyjnie postrzegać tematykę taką jak odwieczna wojna pomiędzy światłem a ciemnością. Na naszych koncertach to, co mnie wypełnia i inspiruje, ten duch oraz wyobraźnia, przejawia się w tym, co możesz zobaczyć i odczuć. Powiem szczerze, że w miarę moich możliwości i większego doświadczenia scenicznego, staram się planowo przekazywać takie właśnie wartości. Dzięki temu na naszych koncertach panuje specyficzna atmosfera i aura. Wyróżnia to nas spośród morza innych współczesnych zespołów metalowych. Sporo z tych zespołów znacznie oddaliło się od konserwatywnych korzeni metalu. Zostały zepsute przez wpływy ludzi związanych na przykład z hard core albo punk, poprzez przemieszanie się tych gatunków przez wędrówkę muzyków między zespołami, np. z lewicowego hard core do metalu. Do dziś uważam, że żaden muzyk, który ma lewicowe poglądy lub jest ateistą, nigdy w życiu nie będzie w stanie zagrać prawdziwego black metalu. Dzisiaj wciąż mam duży szacunek i bardzo sobie cenię takie zespoły metalowe jak Manilla Road, Manowar, Bathory, a nawet Venom. Towarzyszyły mi, kiedy byłem młodym człowiekiem i wpoiły wiarę w nieśmiertelne wartości. Dzisiaj staram się chociaż trochę kontynuować to, co oni zapoczątkowali. I kiedy na scenie wznoszę miecz, jest to mój hołd dla nich i symbol prawdziwych, konserwatywnych korzeni muzyki metalowej.

14. Jakiej muzyki słuchasz? Wiem, że w jednym z wywiadów wspominałeś, że lubisz soundtrack z "Conan the Barbarian".

Tak dużo słuchałem tego soundtracku, dla mnie on jest wieczny, nigdy mi się nie nudzi, lubię od czasu do czasu do niego wracać. W latach 90. słuchałem bardzo dużo muzyki filmowej z takich filmów jak "Omen", "Tańczący z wilkami", "Predator", "Conan Niszczyciel", "Robin z Sherwood" i "El Cid". Muzyka filmowa miała w sobie coś, co bardzo stymulowało moją wyobraźnię, pomagało mi zapuszczać się w magiczne, fantastyczne obszary mojej wyobraźni. Tego rodzaju muzyki słuchałem zawsze wieczorami albo w nocy, nieraz przy niej zasypiałem, a ona grała dalej. Tego samego rodzaju przeżycia miałem także z muzyką takich zespołów jak Dead Can Dance albo Belcanto. Dlatego czasami powtarzam, że na mój styl grania klawiszowego, układania tych wszystkich partii symfonicznych, których jest teraz dużo w muzyce Graveland, miała wpływ muzyka Dead Can Dance oraz soundtrack z "Conana Barbarzyńcy". Dzisiaj słucham dużo muzyki dawnej, folkowej, głównie pochodzącej ze średniowiecza, oraz trochę muzyki metalowej. Lubię też muzykę orientalną różnego rodzaju, gdzie wyraźnie przebijają się instrumenty perkusyjne. Na przykład na naszych nowych nagraniach Lord Wind używamy dużo instrumentów, których pochodzenie jest orientalne, takich jak bendir, santur, saz i darabuka. To jest oczywiście szkoła i moje inspiracje muzyką Dead Can Dance. Lubię także niektóre utwory Wardruny, a także lubię muzykę folkową skandynawską, gdzie także szukamy inspiracji dla naszych nowych utworów Lord Wind, oraz muzykę folkową z Rosji i Ukrainy.
15. Jak wygląda obecnie sytuacja z cenzurą w Polsce? Jak sobie z nią radzisz? Niedawno odwołano Twój koncert w Toronto – czy można jakoś walczyć z donosicielstwem Antify i aktywizmem internetowym?

Problemy z cenzurą mają praktycznie wszyscy artyści, niektórzy mniej, niektórzy więcej. Niestety, odczuwalne jest, że nasza wolność powoli się kończy i nie jest już taka, jak dawniej. Nawet kiedy sięgnę pamięcią do lat 90. i do tych wszystkich ekstremalnych rzeczy, które wtedy robiliśmy, to wtedy mieliśmy o wiele więcej wolności, mimo że Polska była krajem, który dopiero niedawno opuścił blok komunistyczny. We władzach państwa i w jego strukturach rządowych było pełno urzędników z dawnego aparatu opresji. Mieliśmy z tymi ludźmi do czynienia w momencie, kiedy postanowili oni wpłynąć na istnienie zespołu Infernum. Jak to się skończyło, to pewnie wielu z was będzie pamiętać, wielokrotnie o tym pisałem. Jednakże to dzisiaj, kiedy żyjemy w rzekomym świecie demokratycznym, rządy w naszych krajach, przy pomocy tych wszystkich nowoczesnych technik i podsłuchu elektronicznego, wprowadzają coraz większe środki ograniczające naszą wolność. Czasami w ogóle nie mamy świadomości, że jesteśmy ograniczeni w naszych prawach wyboru albo na przykład manipulowani w ten sposób, że nie dowiadujemy się o wielu ważnych rzeczach, które nas dotyczą. Otaczają nas w koło różnego rodzaju media elektroniczne, którymi się posługujemy na co dzień. Są one pożyteczne, ale także niebezpieczne dla naszej wolności. Dzięki nim stajemy się ludźmi, którzy niczym klony tworzą pewną masę – masę, którą jest naprawdę bardzo łatwo manipulować. Przez ostatnie lata mieliśmy tego dokładny przykład w postaci pandemii wirusa COVID. Niestety, Unia Europejska, która próbuje narzucać nam coraz bardziej nienormalne programy polityczno-społeczne, wszystkie te "postępowe" ideologie albo fantastykę, jaką jest "globalne ocieplenie", w wprowadzaniu ich i wobec coraz większego oporu w społeczeństwie wdraża przeciw nam coraz bardziej represyjne środki i cenzurę na wszelką krytykę. Wystarczy posłuchać, jakie jeszcze mają plany na przyszłość, na przykład na tym zjeździe w Davos, na Światowym Forum Ekonomicznym. Antifa to są marionetki, oszukani i okłamani wolontariusze pseudorewolucji, za którą stoją ukryci w cieniu zakonspirowani finansowi oligarchowie marzący o światowym rządzie i globalizacji. Ludzie ci, którzy chcieli zablokować nasz koncert w Montrealu, nie mają o takich rzeczach zupełnie pojęcia. Oni nie mają pojęcia, czemu ja jestem tak atakowany i czemu cenzura mnie tak nie toleruje. Na początku roku 2000 mój zespół został umieszczony na czarnej liście zakazanych zespołów przez organizację ADL. Umieszczono mnie tam dlatego, że w tamtych latach próbowałem bronić Palestyńczyków i krytykowałem Izrael. Po tylu latach oczywiście nikt nie będzie o takich rzeczach pamiętał, a zwłaszcza że teraz praktycznie mało kto dba o prawdę. Żongluje się emocjami, poddaje ludzi prymitywnym środkom, licząc na szybki efekt. Na przykład, kiedy pokazuje się moje zdjęcie z zespołem Honor sprzed 20 lat i wmawia się, że to jest zespół Graveland. A zdjęcie jest tak opisane i ukazywane, jakby było zrobione niedawno. Te dzieciaki z Antify właśnie takimi obrazami są wciąż ogłupiane. Nawet przez pewien czas istniała strona internetowa Graveland, która była całkowicie wielkim fake newsem, stworzona po to, żeby do niej kierować linki w swoich oskarżycielskich artykułach jako dowód na moje sympatie do nazizmu. Jasne było, że takiej strony nie stworzyły marionetki z Antify, tylko stały za tym bardziej inteligentne, a zarazem dobrze opłacane, polityczne fundacje działające w jakiejś szerszej strukturze. Jako zespół cały czas żyjemy pod ciągłym ogniem z ich strony. Nienawidzą nas, jak i wszystkiego innego, co nie daje im się podporządkować.

16. Masz także mniej znany projekt muzyczny, Lord Wind. Czy kiedykolwiek proszono Cię o stworzenie muzyki do filmu, wideo lub jakiegoś wydarzenia?

Na początku w muzyce Lord Wind próbowałem grać instrumentalnie, nie używałem jeszcze tak dużo klawiszy i bębnów z komputera. Próbowałem nawet śpiewać, ale nie wyszło mi to najlepiej. Tak powstał pierwszy album Lord Wind – "Forgotten Songs", który nagrałem jeszcze w latach 90. Później, przez kolejne albumy, całą muzykę Lord Wind tworzyłem już tylko na klawiszach przy użyciu sampli imitujących chóry, orkiestrę symfoniczną i perkusję folkową. Tworzenie takiej muzyki, pamiętam, przynosiło mi niesamowite przeżycia. Komponowałem ją często po nocach, podążając intuicyjnie za melodiami, które przychodziły do mnie z tego, co wygrywałem na klawiszach. Grałem często sam dla siebie, a potem, kiedy zauważyłem, że wychodzi coś ciekawego, próbowałem od razu to zarejestrować, aby pozostało do dalszej, późniejszej pracy. Powstały tak albumy: "Heralds of Fight", "Atlantean Monument" i "Rites of the Valkyries". Kiedy rozpocząłem nagrywanie albumu "Ales Stenar", pojawiła się już pewna zmiana. Na niektórych utworach pojawił się znowu prawdziwy instrument smyczkowy. Stało się to za sprawą Alruny, która dołączyła do Lord Wind. Zarejestrowała ona w niektórych utworach skrzypce, fidel. Natomiast ja się przyglądałem i uczyłem. Alruna była utalentowanym muzykiem z niesamowitą pamięcią. Pod jej wpływem zacząłem myśleć inaczej o przyszłości Lord Wind, zastanawiając się, czy będę w stanie rozbudować skład zespołu tak, aby kiedyś udało się nam zagrać koncert. Dlatego później skierowałem się do Ara z Perunwit, którego namówiłem do wspólnego grania. Aro zajął się instrumentami perkusyjnymi. Zaczęliśmy razem grać, ja na mandolinie oktawowej, a Aro na bębnie bendir. Pamiętam, że graliśmy na jakiś małych festiwalach rekonstrukcji historycznych i okazało się, że nasze granie podobało się ludziom. Były to proste, krótkie utwory, które zapoczątkowały naszą pracę nad kolejnym albumem Lord Wind – "The Forest Is My Kingdom". W kolejnych latach dołączyli do nas kolejni muzycy, także moja żona Olga, która zajęła się tekstami i wokalem, mój perkusista z nowego składu Graveland – Miro, Kasia, która zajęła się instrumentami smyczkowymi, oraz Paweł grający na lirze korbowej. W sześcioosobowym składzie nagraliśmy album "The Forest Is My Kingdom". Był to początek nowego Lord Wind, zespołu, który mógł już grać koncerty i przez kilka lat zagraliśmy ich kilka, między innymi na tak dużych festiwalach jak Kilkim Žaibu na Litwie albo Ragnar Rock "Nowe Koło" w Charkowie. Graliśmy także na dużych festiwalach rekonstrukcji historycznej, takich jak Festiwal Słowian i Wikingów na Wolinie. Obecnie pracujemy nad kolejnym albumem, na który mamy przygotowane około 13 nowych utworów. Większość z tych utworów skomponowałem na instrumencie, na którym gram od niedawna – jest nim rebec, instrument stylizowany na dawne, średniowieczne instrumenty. Instrument ten jest spełnieniem moich marzeń sprzed wielu lat, kiedy wymyśliłem, że kiedyś będę grał na fidelu (takie skrzypce średniowieczne). To, co pokazywała mi Alruna, jej nauki, a potem Kasi, bardzo się przydały. Teraz całkiem nieźle sobie radzę. Mam nadzieję, że ten nowy album uda się nam nagrać w tym roku. Próbki nowych utworów możecie posłuchać na Bandcampie Lord Wind.

17. W Polsce jesteś jednym z najważniejszych zespołów w gatunku Black Metal. Czy planujesz napisać książkę o Graveland i swojej muzyce? Czy czytałeś książki takie jak Black Metal: Evolution of the Cult, Eastern European Black Metal Guidebook i As Wolves among Sheep? Jak oceniasz fragmenty o Graveland?

Tak, pomysły na temat napisania książki o Graveland były. Brałem już udział w powstaniu pewnej książki, chodzi mi tutaj o biografię Behemoth, gdzie na prośbę Nergala napisałem moje wspomnienia z tamtych lat, kiedy się przyjaźniliśmy. Napisałem bardzo dużo i w odpowiednim klimacie, dzięki czemu wszystko zostało zamieszczone w tej książce. Pamiętam, że Nergal był bardzo zachwycony tym, co ja napisałem i tym, co pamiętałem. Powstanie biografii Behemoth nasunęło także innym ludziom pomysły o pisaniu książek o polskich zespołach. Do mnie zwróciły się dwie różne osoby z planem napisania książki o Graveland. Rozmawiałem z nimi o tym, jakby to mogło wyglądać, jakich błędów powinniśmy unikać, aby książka nie stała się tak nudna jak biografia Behemoth. Jednakże jeszcze nie zdecydowałem się na rozpoczęcie pracy, ponieważ bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że będzie bardzo dużo pracy nad taką książką. Na razie bardziej skupiam się na nagrywaniu nowej muzyki Graveland oraz przygotowaniach do kolejnych koncertów.
"Black Metal: Evolution of the Cult" mam tę książkę, ale całej jeszcze nie przeczytałem. Mam też "Lords of Chaos", a także jeszcze inne książki, w których zostały zamieszczone moje wspomnienia, takie jak: "Rzeźpospolita" i "Black Metal: Beyond the Darkness". Black metal to gatunek bezkompromisowy, pełen kontrowersji i ekstremalnych wydarzeń związanych z wybrykami muzyków. Dlatego nie dziwię się, że powstają książki, które chcą o tym wam opowiadać.

18. Jak to możliwe, że duch europejskiego człowieka białej rasy i sztuka wyższa przejawiają się w dekadenckim gatunku jak Black Metal — wampiry, diabły, bluźnierstwo, dewiacje seksualne? Podczas gdy w mainstreamowej muzyce dominuje banał?

Ponieważ te wszystkie tradycyjne inspiracje z powrotem kierują nas ku korzeniom muzyki metalowej. Oczywiście dzisiaj wygląda to znacznie bardziej brutalnie i ekstremalnie. Jednakże często pod przykrywką czegoś, co z pozoru wygląda na dekadenckie, kryją się prawdziwe, konserwatywne pragnienia. Ludzie też nauczyli się, że aby w takiej Europie, jaką mamy obecnie, można było swobodnie tworzyć muzykę czy innego rodzaju sztukę, trzeba nauczyć się kamuflować. Black metal grany współcześnie posiada w sobie także bardzo dużo cech radykalnego buntu. Kwestionuje się w nim tę otaczającą nas rzeczywistość, występując przeciwko niej w tym mrocznym, agresywnym wizerunku. Oczywiście też na to wszystko ma wpływ dzisiejsza brutalizacja zachowań, w szczególności młodzieży, która bezpośrednio wynosi to wszystko z tych brutalnych gier komputerowych i filmów, w których ciągle przekracza się pewne granice. Wszechobecna pornografia i patologie seksualne sprzyjają powstawaniu i stymulują rozwój pewnych ekstremalnych odchyleń seksualnych. To wszystko wygląda jak upadek cywilizacji zachodniej. Co dziwne, obecnie w świecie cywilizacji zachodniej występuje pewna aprobata dla takich zachowań. Dlatego radykalizujący się black metal, szczególnie wśród młodych blackmetalowych zespołów, które egzystują w podziemiu, łączy się z tym wszystkim i z tego wynika. To jest sposób wyrażania się dzisiejszych pokoleń. Nawet kiedy muzycy chcą przekazywać jakieś wyższe wartości, to robią to pod taką mroczną postacią. W pewnym sensie tego rodzaju zachowania chronią ich przed ingerencją wszechobecnej cenzury, która interpretuje tego typu twórczość jako "postępową". Pod uwagę jednak trzeba wziąć jeszcze jedną rzecz: dzisiaj black metal jest bardzo popularny, a tematyka utworów blackmetalowych raczej zawsze powinna być mroczna, bo inaczej można zostać uznanym za pozera! Nie najbardziej zastanawia dokąd dąży black metal, ponieważ kiedyś myślałem, że ten gatunek zupełnie umarł. Byłem mocno rozczarowany tym, co dawniejsze kultowe zespoły zrobiły z tym gatunkiem i jak bardzo pozwoliły na to, aby został on skomercjalizowany. Jednakże dzisiaj na świecie egzystują tysiące zespołów blackmetalowych, które w swoich tekstach i muzyce stają się o wiele bardziej mroczne i brutalne od prekursorów. Mógłbym powiedzieć, że wygląda to dobrze, jednak niestety wiele z tych zespołów ma wielki problem w tworzeniu ciekawej i uduchowionej muzyki. Dlatego często jest tak, że wizerunek zespołu jest tak mocno wyeksponowany, a tymczasem muzyka jest bardzo słaba. Wobec takich wydarzeń ciekawe jest to, że gatunek ten długo przetrwał trendy i wciąż dalej egzystuje. Może po prostu nie ma czegoś innego, co mogłoby go zastąpić.

19. Czy w Twojej muzyce nastąpiła filozoficzna i emocjonalna zmiana — od czysto black metalowego zniszczenia, negacji, zła w kierunku czegoś zupełnie innego? Czy cały gatunek Black Metalu tak ewoluował, czy to tylko Twoja osobista droga?

Jasne, oto poprawiona stylistycznie i bez literówek Twoja wypowiedź:
Moje przejście z ciemności do światła nastąpiło już bardzo dawno temu. Stało się to za sprawą moich wierzeń i światopoglądu, który zmienił się w stronę pogaństwa, w stronę dawnych wierzeń przodków. Moje doświadczenia z lat 90., z obserwacji wszystkich tych wydarzeń związanych z black metalem i ekstremizmem satanistycznym, nauczyły mnie, że abym osiągnął moje cele i zamierzenia, będę mógł to zrobić o wiele silniej, kiedy zwrócę się ku twórczym siłom, a nie destrukcyjnym. Jeżeli całe życie pałałem niechęcią do chrześcijaństwa, to więcej osiągnę, tworząc, czyli wskrzeszając nasze dawne wierzenia przodków, niż bezpośrednio atakując Kościół i chrześcijaństwo. Kościół katolicki w latach 90. był instytucją, którą my, muzycy blackmetalowi, naprawdę nienawidziliśmy. Nie chodziło nam tylko o chrześcijaństwo i jego historię, ale o metody działania Kościoła Katolickiego. W Polsce bardzo dużo ludzi uważa, że Kościół katolicki był zawsze ostoją państwa polskiego, szerzył patriotyzm i przyczynił się do upadku komunizmu. Jednakże może czynili to pracownicy Kościoła z niższych szczebli hierarchii – tego typu kapłani zawsze są bliżej ludu. Tymczasem ich kierownictwo, władza połączona z Watykanem, uprawiała perfidną politykę nastawioną tylko na przetrwanie Kościoła i zachowanie ich własności, bogactw i wpływów. W tego rodzaju polityce Kościół wielokrotnie zdradzał naród, wykorzystywał go i porzucał, kiedy taka była ich wola. Kiedy Polska opuściła obóz komunistyczny, przyjmując demokrację jako system polityczny, władze, które się wtedy stworzyły, rząd układały się z Kościołem przy podziale komunistycznego majątku. Polski Kościół katolicki zupełnie nie zwraca uwagi na to, że podziału dóbr dokonuje z politykami, którzy mieli komunistyczną przeszłość. W tamtych czasach nastąpiła pewna umowa, że "Kościół nie powinien wtrącać się do polityki". W ten sposób rząd postkomunistyczny i Kościół dzielili się majątkiem wypracowanym przez społeczeństwo, a tymczasem tych postkomunistów powinno się rozliczyć z ich zbrodni z czasów komunistycznych. Wtedy, dzięki współpracy Kościoła i postkomunistów, uchwalono tak zwany konkordat. Dzisiaj, po tylu latach, w tych sprawach nie zmieniło się wiele. Obecnie, kiedy do władzy wracają postkomuniści, Kościół przyjmuje tradycyjną, bierną postawę. Wygląda na to, że społeczeństwo znowu samo będzie musiało walczyć o swoją wolność.
Nie jestem obecnie jakimś zwolennikiem obrony Kościoła katolickiego tylko dlatego, że Europę zalewa fala emigrantów wyznania islamskiego. Kiedy się popatrzy na obecną politykę Watykanu, widać wyraźnie, że najgorzej jest tam, gdzie jest najwyższa władza Kościoła katolickiego. Bardzo szybko przystosowuje się ona do zmian zachodzących na świecie, stając się zwolennikiem globalizmu. I tak jak już było w historii, ludzie będą znowu zdradzeni i opuszczeni w potrzebie.
Ja widzę siłę i ducha w naszych pogańskich wierzeniach przodków. To tam znajduję dla siebie twórczą energię, która napędza mnie każdego dnia. To są nasze prawdziwe korzenie, z których się wywodzimy. To w nich znajdziemy siłę, która nas przebudzi i z powrotem poprowadzi właściwą ścieżką.

20. Jak wygląda obecnie bitwa na Wolinie? Czy regularnie uczestniczysz w takich wydarzeniach? Czy bierzesz udział w innych słowiańskich lub germańskich wydarzeniach?

Jasne, oto poprawiona stylistycznie i bez literówek Twoja wypowiedź:
Dawniej bardzo często jeździłem na różne spotkania związane z pogaństwem, na przykład na obrzędy w dawnych miejscach kultu Słowian, Wikingów, a nawet Celtów. Uczestniczyłem także w wielu festiwalach historycznych, gdzie odbywały się rekonstrukcje dawnych bitew i życia Słowian i Wikingów. Byłem świadkiem powstawania ruchu pogańskiego w Polsce, który na początku, poprzez kilka małych stowarzyszeń, rozwinął się dzisiaj do tak dużego formatu, że żyje już własnym życiem, inspirując ludzi, którzy nie wywodzą się tylko spośród fanów muzyki metalowej. Na rekonstrukcjach historycznych walczyłem w bitwach Słowian i Wikingów, bardzo to lubiłem, uważałem, że było to pewnego rodzaju spełnieniem moich marzeń. Rzeczy, które opisywałem w moich tekstach lub widziałem oczami mojej wyobraźni, mogłem odgrywać w pewnego rodzaju spektaklach. Zanim do tego doszło, oczywiście przeszedłem odpowiednie szkolenie w naszej lokalnej grupie rekonstrukcji historycznej – "Drużyna Wojów Ślężańskich". Wszystkie te dni spędzone na tych rekonstrukcjach historycznych i na obrzędach pogańskich wspominam bardzo ciepło i uważam, że one bardzo mi pomogły w mojej twórczości muzycznej. Dzisiaj, kiedy jestem już znacznie starszy, na tych festiwalach już nie wychodzę na bitwy, raczej zajmuję się fotografią albo po prostu gram muzykę dawną z zespołem Lord Wind. Mamy w Polsce największy festiwal Słowian i Wikingów w Europie, nazywa się on "Festiwal Słowian i Wikingów na Wolinie". Przed okresem pandemii w tym festiwalu zawsze brały udział tysiące uczestników. Bitwy Słowian i Wikingów na Wolinie były zawsze największe w Europie i najbardziej brutalne. Ja brałem udział w tych bitwach także, było to w latach 2000 do 2014. Odniosłem podczas tych bitew trochę kontuzji, jedna nawet po tylu latach wciąż mi dolega. Myślę, że w porę zrezygnowałem z brania udziału w bitwach, ponieważ po tylu latach dzisiaj pewnie miałbym kolekcję pokaźnych kontuzji, co mogłoby mi znacznie przeszkadzać w graniu dzisiaj na instrumentach. Wystarczająco napatrzyłem się na tych bitwach po obcinanych palców 🙂 Dzisiaj jednak wciąż kontynuuję tradycję brania udziału w pogańskich obrzędach, najczęściej jest to na przykład noc Samhain, którą wraz z przyjaciółmi zawsze spędzamy gdzieś w lesie, odprawiając nasze obrzędy w blasku nocnego ognia. Na górze Ślęża, na której kiedyś zrobiłem moje pierwsze sesje fotograficzne do Graveland, takie jak "The Celtic Winter" i "Thousand Swords", dzisiaj działa kilka pogańskich stowarzyszeń, które regularnie odbywają swoje spotkania i przeprowadzają słowiańskie obrzędy oraz organizują mini festiwale. Jedno z tych stowarzyszeń nawet podjęło się budowy świątyni pod Górą Ślężą, w miejscu, gdzie udało im się zakupić do tego ziemię. Powiem szczerze, że cieszę się z tego, że dawne nasze pogańskie wierzenia powracają na tę górę.

21. Czy w Polsce są inne energetyczne — święte miejsca?

Dla mnie takimi miejscami jest właśnie Góra Ślęża, ale jest jeszcze jedno bardzo ważne miejsce, które odwiedzałem już kilka razy – są to kamienne kręgi w Odrach, dawne miejsce kultu Gotów. Na północy Polski, na wybrzeżu, występuje bardzo dużo kamiennych kręgów i kurhanów, które pozostawiły po sobie nordyckie plemiona Gotów. Nieraz miałem okazję zwiedzać te kręgi kamienne w różnych miejscach, a także zwiedzać kręgi, które oficjalnie nie były badane przez archeologów – nieznane lub nieodkryte jeszcze kamienne kręgi. Na północy Polski jest tego naprawdę dużo. Wiele z nich jest nietkniętych, ponieważ często okoliczna współczesna ludność unika tych miejsc, po prostu bojąc się ich. Na górze Ślęży, którą znam o wiele lepiej, na szczycie występują ślady dawnych miejsc kultu Celtów. Są też miejsca związane z obrzędowaniem tu także innych plemion pogańskich. Na tej górze jest takie jedno miejsce, gdzie przy wypływającym z góry strumieniu stoi olbrzymi, płaski głaz, który podejrzewa się o to, że był dawniej miejscem składania ofiar ze zwierząt, a nawet i ludzi, ku czci pradawnych bogów. Miejsce to jest upiorne przez pochylone tam, ocierające się o siebie drzewa, które w powiewie wiatru niesamowicie skrzeczą. Przez tyle lat, co jestem na Ślęży, jeszcze nie poznałem nikogo, kto by się odważył tam spać w nocy. A kamień ten ofiarny jest tak duży, że spokojnie mogą na nim spać dwie dorosłe osoby. Oczywiście po obrzędach na tej górze miałem mistyczne przeżycia, często tam po nocnych obrzędach po prostu spaliśmy w lesie. Czasami też sam przyjeżdżałem na Ślężę i nocowałem na tej górze w lesie, w ukrytych miejscach z dala od szlaków. Spędzenie tam nocy to jednak zawsze niezapomniane przeżycia. Myślę, że właśnie dlatego ta góra tak przyciąga do siebie ludzi z tych wszystkich stowarzyszeń pogańskich, ale i także innych fascynatów zjawisk nadprzyrodzonych, także ludzi, którzy zajmują się UFO. Było kiedyś w moim mieście takie stowarzyszenie miłośników UFO – "Antrovis" – byli to ludzie, którzy chcieli budować tam lądowisko dla statków powietrznych USO 🙂 Na szczycie tej góry stoi mały, zamknięty kościół, który kiedyś często był splądrowany. Dzisiaj trzymają w nim na pokaz krzyże, które ktoś na górze Ślęży kiedyś pościnał. Na szczycie też stoi kamienny posąg w kształcie niedźwiedzia, prawdopodobnie jest to pozostałość kultu Celtów. Dzisiaj w Polsce archeologia jest o wiele bardziej otwarta na tę część historii tych ziem. Dlatego co roku odkrywa się w Polsce nowe miejsca bytowania dawnych pogańskich plemion i kolejne z nimi związane miejsca kultu. Jest to ważne, ponieważ dawniej Kościół katolicki, poprzez swoje silne wpływy, cenzurował wiedzę o tamtych czasach. Byliśmy w ten sposób odcinani od naszych prawdziwych korzeni. Oficjalna historia Polski zaczynała się od chrztu tych ziem i przyjęcia korony królewskiej przez pierwszego polskiego króla Mieszka I.

22. Co stało się z Capricornusem? Czy masz jeszcze z nim kontakt? Dlaczego zakończył działalność swojego solowego projektu Capricornus?

Capricornus dawno temu wycofał się ze sceny metalowej. Ja go nie widziałem już ponad 15 lat, a może i więcej. Nie utrzymuje on kontaktów z dawnymi przyjaciółmi ze sceny metalowej, dlatego praktycznie nic o nim nie wiadomo. Te wydawnictwa, które wychodzą z jego starą muzyką, są po prostu powielane bez kontaktowania się z nim. Do mnie czasami piszą ludzie z wytwórni, którzy poszukują tych nagrań i pytają się o niego. Kiedyś Capricornus miał bardzo duże problemy z prawem, wydaje mi się, że jego decyzja o wycofaniu się z muzyki i ze sceny metalowej właśnie z tego wynika.

Rob Darken
(Winter 2024)

Counter Currents - www.counter-currents.com
Back to content